Installation failed. Please try again. 404 error: Season not found. Season "Summer" cannot be located. The season you are looking for might have been removed, had its name changed, or is temporarily unavailable.
W sumie to było bardzo zabawnie - cześciej mogłabym wychodzić za mąż.
Najpierw R. wpisał zły adres w GPS i zamiast do urzędu stanu cywilnego dojechaliśmy na wysypisko śmieci (za kilka lat zapewnie skomentujemy to stwierdzeniem że to od początku było "rubbish marriage")
W końcu przybyliśmy, meldujemy się na recepcji.
- We're here to get marrried.
Recepcjonista (z powątpiewaniem patrząc na nasze odziane w czarne dżinsy i czarne koszule postacie)
- Who is getting married??
Potem prawie przegapiliśmy naszą kolejką bo, jak sie okazało, facet miał akurat zły dzień i zapomniał o naszej obecności powiadomić urzędniczkę.
Potem prawie spóźnili się nam świadkowie.
Później ja niemal przegapiłam imprezę bo w nieodpowiednim momencie poszłam na siku.
Później już tylko urzędniczka nie mogła wymówić mojego nazwiska, R. pomylił moje pierwsze i drugie imię a świadkowi wypisał się długopis gdy przyszło do podpisywania dokumentów.
Na koniec poszlismy opić związek w lokalnym pubie. Miejscowi żule patrzyli na nas z potępieniem znad swoich kufli kiedy o 11 rano zamówiliśmy cztery kolejki wódki.
A po ślubie pojechaliśmy do centrum kupić dla R. garnitur na ślub - ten prawdziwy, we wrześniu w Polsce.
Jest taki test, kóry pomaga określić prawdobodobieństwo wystąpienie u danej osoby dolegliwości związanych ze stresem, na podstawie analizy tego, co się owemu człowiekowi aktualnie w życiu dzieje. No to mi się właśnie dużo dzieje z tej listy. W sumie to wszystko bardzo fajne rzeczy tylko że nie bardzo mi pomiędzy nimi zostaje czasu na cokolwiek.
Moja lista rzeczy, kóre sprawiają że jestem bardzo szczęśliwym człowieczkiem na skraju wyczerpania:
- Planowanie remontu domu
- Planowanie ślubu
- Planowanie zamiany zawodu
- Planowanie rozmnożenia się
[chwila refleksji]
Konkluzja: Chyba jakaś cienka jestem - jak przejdziemy do fazy wykonawczej to dopiero się zacznie!
Dawno mnie tu nie było. Cicho tu... Sama nie wiem jak długo zostanę. Ale zatęskniło mi się za tym miejscem.
Fajne rzeczy się dzieją. Dużo fajnych rzeczy!
Najfajniejsza rzecz na dzisiaj to to, że powoli (jak żółw ociężale...) zaczyna się coś ruszać w mojej działalności fotograficznej.
Wymarzyłam sobie <szeptem, żeby nie zapeszyć> karierę fotograficzną
Wymarzywszy wymyśliłam genialny w swojej prostocie plan jak się do tego marzenia zbliżyć. Plan zaczyna się od zdobycia jakiego-takiego doświadczenia i zbudowania portfolio. I właśnie znalazłam trzy pierwsze osoby, które zgodziły się zostać obfotografowane!! Bardzo sie cieszę. I jednocześnie stresuję. I cieszę jeszcze bardziej!
Z wakacji wróciłam z wielkimi fotograficznymi planami i kilkoma fajnymi zdjęciami.
Nie mogąc się oprzeć wizji sławy, publikacji i wielkich pieniędzy postanowiłam stanąć w fotograficzne szranki.
Staję tak od trzech godzin, próbując wrzucić swoje dzieła na stronę internetową z konkursem fotograficznym. I tak mi świta że chyba trzeba było co nieco przeczytać o cyfrowej obróbce zdjęć (a przynajmniej jak zmienić rozmiar i zapisać świństwo w odpowiednim formacie) zanim sie z motyką na słońce porwałam.
Ela wygladala pieknie, obydwoje wygladali na bardzo szczesliwych. A ja sie nawet ze dwa razy wzruszylam co mi sie rzadko zdarza (moze to przychodzi z wiekiem?).
Wodki bylo duzo, towarzystwo bardzo sympatyczne i miedzynarodowo wymieszane a po polnocy podano barszczyk (ktory z pewnoscia uratowal nowe siedzenia nowego samochodu mojego ojca ktory odwozil nas w niedziele na lotnisko).
A do tego zlapalam welon i oznajmilam Robertowi, ze wedlug polskiej tradycji oznacza to, iz w tym roku wychodze za maz. Stwierdzil, ze to raczej z tym, co zlapal krawat :-)
A w ogrodzie (gdzie wlaśnie siedzimy - ja i laptop) pachnie. Kwiatki mi rosną (sama posadziłam - trochę za płytko i je przegina but nobody's perfect...)
Jutro do pracy... Jak o tym pomyślę to mi się ciężko robi na żołądku. Stresująco ostatnio... Długie godziny i takie inne stereotypowe elementy.
Nie tylko przed śaniadaniem ale i przed poranną herbatą (z mlekiem) przedyskutowaliśmy opcje i podjęliśmy decyzje odnośnie przyszłej organizacji wspólnego życia. Dziwnie. Ale fajnie. Muszę dorosnąć do tej dorosłości.
Na fotelu w moim białym, cichym pokoiku. Jak ten osiołek patrzę na rzędy i kupki książek. Czasami myślę, że chciałabym na dłużej zachorować (tak żeby nie bolało; może zagrożona ciąża która kończy się happy endem ale trzeba ten happy end wysiedzieć? :-)) żeby mieć czas na te wszystkie książki, filmy i myśli.
Weszłam dziś na dawno nie czytany blog pewnego bardzo fajnego osobnika, którego kiedyś dosyć często czytałam. Przypomniały mi sie wszystkie tamte wieczory przy komputerze, w pokoiku, który zajmowałyśmy z Ireną. Dawny blog, który został odkryty, przeczytany i rozpowszechniony przez "życzliwych" z pracy. To, co mi się wyedy działo. Dawno to było. Daleko teraz jestem. Dziwnie. I trochę tęsknię...
Główna atrakcja dnia - idę do dentysty. Kolejna atrakcja, niemal tak atrakcyjna jak atrakcja główna - jedziemy kupić deskę do prasowania
A potem kupujemy maszynę do wypiekania chleba (taką dla smętnych ludzi, którzy większość życia spędzają w pracy, po powrocie z pracy potykają się o łóżko i nie mają już czasu na nic innego ...nie mam czasu na seks a tak bardzo chciałabym mieć... więc maszyna za nich tem chleb wyrabia i wypieka i, miejmy nadzieję, sama się potem myje i odstawia na półkę) Jutro rano obudzi mnie zapach świeżego chleba i wtedy będę oficjalnie osobą udomowioną.